Kazimierz Mann to postać, która przez dziesięciolecia kolorami wypełniała szarą rzeczywistość powojennej Polski. Jego prace zdobiły okładki czasopism, pocztówki, plakaty filmowe, dworcowe ściany – wszędzie tam, gdzie można było dostrzec feerie barw i radość życia, często kryła się jego twórczość. Malarz, grafik, projektant wystaw, twórca murali i polichromii – artysta o niezwykłej wszechstronności, który mimo trudnych życiowych doświadczeń nigdy nie przestał tworzyć. Ojciec znanego dziennikarza Wojciecha Manna pozostawił po sobie dziedzictwo artystyczne, które dopiero dziś zaczyna być na nowo odkrywane i doceniane.
Lwowskie korzenie i artystyczna rodzina
Kazimierz Mann urodził się 7 października 1910 roku we Lwowie, w rodzinie o bogatych tradycjach artystycznych i naukowych. Był synem Wilhelma Manna i Emilii z domu Quest, bratankiem Józefa Manna – śpiewaka operowego. Jego przodkowie byli kolonistami niemieckimi pochodzącymi z Nadrenii, osiadłymi we Lwowie, gdzie przez pokolenia budowali swoją pozycję społeczną i kulturalną.
Miał dwóch braci – Tadeusza i Romana. Tadeusz wyjechał do Wielkiej Brytanii w 1935 roku jako stypendysta Fundacji Rockefellera, studiował filozofię w Cambridge i otrzymał tytuł profesora oraz został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Nie wrócił do kraju po II wojnie światowej. Roman umiłował sobie architekturę i film, zostając scenografem filmowym. Bracia Mannowie byli w owych czasach rozpoznawani w swoim mieście i często odwiedzali rozmaite restauracje i kluby.
Kazimierz Mann studiował architekturę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie w latach 1928–1930 i w wiedeńskiej Kunstgewerbeschule w 1930–1935, którą ukończył z odznaczeniem
To właśnie w restauracji lub klubie Kazimierz poznał Malwinę Niemczewską, córkę Władysława Niemczewskiego, która była pielęgniarką. Wraz z małżonką Malwiną postanowił osiąść w Warszawie, gdzie rozwinął swoją karierę artystyczną.
Przedwojenny sukces i międzynarodowe uznanie
Jeszcze przed wojną rozwinął swoje skrzydła, tworząc grafikę i malarstwo użytkowe. W latach 1936–1938 Kazimierz Mann był kierownikiem atelier grafiki Polskiej Agencji Telegraficznej PAT. W latach 1937–1938 opracowywał graficznie Rocznik Polskiej Grafiki Reklamowej PAT i czasopisma Ligi Popierania Turystyki Polska. Jako kierownik artystyczny atelier grafiki reklamowej Polskiej Agencji Telegraficznej, projektował wystawy, plakaty, broszury czy opakowania.
Do jego ważniejszych, przedwojennych realizacji należy zaprojektowanie i wykonanie w 1937 roku polichromii w schronisku na Gubałówce, choć niestety dzieło to nie przetrwało do naszych czasów. Prawdziwym międzynarodowym triumfem okazał się jednak rok 1939.
Otrzymał złoty medal za projekt panneau w 1939 roku na Wystawie Światowej w Nowym Jorku
Dla polskiego pawilonu na Wystawie Światowej w Nowym Jorku w 1939 roku przygotował panneau pt. „Łowy w Polsce”. To wyróżnienie stawiało go w gronie najzdolniejszych polskich grafików swojego pokolenia.
Wojenne zawirowania i ich konsekwencje
Wojenna rzeczywistość nie pozwalała na artystyczny rozwój. W tym trudnym okresie Kazimierz Mann, by przetrwać, podjął pracę dla niemieckich wydawnictw. Prowadził w czasopismach ilustrowanych „Fala” i „Co Miesiąc Powieść” dział graficzny, pracował w redakcji tych pism od wiosny 1940 r. do wybuchu powstania warszawskiego. Pismo „Fala” było miesięcznikiem ukazującym się w latach 1940–1943 w Generalnym Gubernatorstwie.
Po zakończeniu wojny przyszedł czas rozliczenia. Mann został aresztowany w październiku 1948 r. a skazany na początku 1949 r. Sąd skazał Kazimierza Manna na 6 lat więzienia i utratę praw honorowych i obywatelskich na lat 3, podkreślając, że oskarżony ilustrował „Falę” od jej założenia aż do końca jej istnienia. Rok 1951 przyniósł areszt i skazanie na karę śmierci przez władze komunistyczne za rzekomą kolaborację z Niemcami, choć ostatecznie wyrok był łagodniejszy.
Więzienie i amnestia
W więzieniu znalazł się wraz z wszystkim znanym Alfredem Szklarskim – twórcą przygód Tomka Wilmowskiego. Pierwsze wspomnienie Wojtka Manna z tatą ma miejsce w więzieniu, gdzie Kazimierz Mann trafił za publikację ilustracji w niemieckich gazetach. W 1953 roku objęła go amnestia, a po dwudziestu latach Mann został oczyszczony z zarzutów.
Kiedy został wypuszczony na wolność, długo nie mógł się odnaleźć, ale nie zapomniał o swojej pasji sprzed lat i wciąż malował, mimo tego, że warunki mu na to nie sprzyjały. Państwo Mannowie zajmowali niewielkie mieszkanie, a problem polegał na tym, że w sąsiednim pokoju brakowało frontowej ściany.
Powojenna twórczość i powrót do sztuki
Po wojnie zajął się grafiką użytkową, tworzył ilustracje, plakaty, karty pocztowe, wykonywał mozaiki i polichromie. Był projektantem i autorem oprawy plastycznej wystaw dla Centrali Handlu Zagranicznego CIECH (Centrala Importowo-Eksportowa Chemikaliów), Centrali Handlu Zagranicznego PAGED, organizowanych m.in. w Wiedniu, Zagrzebiu, Moskwie, Londynie, Sztokholmie, Paryżu, Budapeszcie, Pradze, Pekinie, Izmirze, Helsinkach. Pracował dla centrali handlu zagranicznego: Paged, Cetebe i Universal.
Kazimierz Mann był artystą, malarzem i grafikiem, a kilkadziesiąt lat temu na jego prace można było trafić wszędzie – zdobiły okładki czasopism, kawiarniane i dworcowe ściany, pocztówki, znaczki i plakaty filmowe. Najbardziej znany mural znajdował się na ścianie dworca Warszawa Gdańska i gdy do stolicy przyjeżdżały ważne osobistości, właśnie ten budynek był pierwszym punktem oprowadzania, choć dziś nie zostało ani śladu po dziele.
Styl i inspiracje
W jego pracach widać inspiracje dziełami Picassa i Matisse. Jakby na przekór oficjalnie dominującej szarzyźnie i braku fantazji tamtych lat, jego obrazy uderzały feerią kolorów i śmiałością ich zestawiania. Mann poszukiwał wszelkich zjawisk burzących betonową monotonię okazjonalnie pstrzoną kolorem czerwonym, który jednoznacznie kojarzył się z narzuconą władzą, a kolorystyczną ulgę odnajdował w barwach wsi i w feerii barw polskich strojów ludowych.
Malarstwo i grafika Manna to bajkowy świat, w którym konie mogą być zielone, cyrkowcy dokonują niemożliwych akrobacji, a wokół krążą tajemnicze kobiety w ogromnych kapeluszach. Barwne, inspirowane folklorem znaczki pocztowe z tancerzami w charakterystycznych ludowych strojach należały do najbardziej rozpoznawalnych elementów jego twórczości.
Życie rodzinne i relacje z dziećmi
Małżeństwo Kazimierza Manna i Malwiny z domu Niemczewskiej miało dwoje dzieci, starszego syna Wojciecha oraz młodszą córkę Martę, urodzoną w 1952 roku. Malwina Mann była otwarta i towarzyska, ale czuła się osobą niespełnioną – wojna sprawiła, że musiała opuścić rodzinne strony, a okres powojenny również skomplikował jej życiowe plany, musiała zrezygnować z uprawiania sportu profesjonalnego oraz ze studiów. Było to spowodowane aresztowaniem męża w 1951 roku, a w latach późniejszych porzuciła realizację swoich planów, aby w dalszym ciągu opiekować się rodziną.
Dużo czasu spędzał z dziećmi. Mann senior rozwijał w synu zamiłowania muzyczne, pokazywał jak ważny jest dobry sprzęt odtwarzający muzykę, zabierał go też na męskie wyprawy i uczył wrażliwości patrzenia na świat. Był bardzo skromnym człowiekiem.
Ojciec uczy patrzenia
Był zabawny w zwariowany sposób, kupował auto, choć kiepski z niego kierowca, w zoo próbował oswajać zwierzęta, chciał zabrać syna na straszny film do kina, za co dostał burę od żony. Mały Wojtek w cyrku z wielkim zaciekawieniem przyglądał się tańczącym niedźwiedziom, zabawnym słoniom i ludziom chodzącym po linie, natomiast Kazimierz raczej nie zwracał na to uwagi – uważnie obserwował wszystkie światła, barwy i stroje, później przefiltrowywał to przez swoją wyobraźnię i przenosił na papier.
Słuchając mimochodem tego, co ojciec mówił o różnych wydarzeniach czy faktach artystycznych, syn zaczynał orientować się, jak ważne jest rozróżnianie tego, co brzydkie, a co ładne, a wieloletnie obcowanie ze sztuką, którą tworzył, pozwoliło mu docenić to, co robił. Mimochodem, nauczył syna patrzeć i uczył go rozumieć rzeczywistość.
Różnorodność talentów i zainteresowań
Kazimierz Mann nie był tylko malarzem i grafikiem. Gdyby w domu był instrument, syn wcześniej dowiedziałby się, że ojciec potrafi doskonale grać ze słuchu – na pianinie na przyjęciu grał, oprócz swoich ulubionych melodii, także to, czego syn słuchał, czyli rock and rolla. Był to dla syna zupełny zawrót głowy.
Zdarzało się, że malował plakaty filmowe, miał specjalną wejściówkę na seanse pokazywane przed premierą, a niekiedy nastoletni Wojtek wypożyczał ją od taty, nie mówiąc mu o tym, i w tej oto sposób wydłużał swoją listę obejrzanych filmów. Syn z roku na rok stawał się coraz bardziej świadomy szerokiej skali umiejętności ojca, różnorodności pól artystycznych, na których działał, a także jego odmienności od innych, znakomitych polskich grafików.
Zapomniany artysta i poszukiwanie dziedzictwa
Kazimierz Mann to świetny, choć nieco zapomniany, malarz, grafik i plastyk. Za życia niezbyt dbał o zachowanie swoich prac dla potomnych, dlatego wiele jego dzieł zaginęło. Kilkakrotnie pojawia się wątek poszukiwania zaginionych prac ojca, wciąż jest jeszcze sporo do odkrycia, a poszukiwania trwają nadal.
Po cichu liczono, że publikacja książki pomoże w dotarciu do wciąż zagubionych prac – być może ktoś, widząc reprodukowane grafiki i obrazy, skojarzy, że ma podobne, często w domu wisi gdzieś obrazek albo leży schowany za szafą szkic, którego ktoś szczęśliwie nie wyrzucił, ale też nie bardzo wie, co to jest i co z tym zrobić.
Najbliższe są prace, które nie były robione na zamówienie klienta, lecz te tworzone z potrzeby serca
Wielu z czytelników ze zdziwieniem zauważa, że pamięta ten styl z pocztówek, plakatów z czasów PRL-u, ale tylko nieliczni znają malarza z nazwiska, łącząc go z równie nieprzeciętnym synem Wojciechem Mannem.
Ostatnie lata i śmierć
Kazimierz Mann zmarł 9 sierpnia 1975 roku w Warszawie, pozostawiając po sobie bogate dziedzictwo artystyczne, które dopiero dziś jest na nowo odkrywane. Był członkiem Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych. Jego twórczość – pełna kolorów, radości i życia – stanowiła kontrast do szarej rzeczywistości PRL-u i była wyrazem niezłomnej woli artystycznej ekspresji.
Ciekawostki z życia Kazimierza Manna
Podczas nieobecności Wojtka, Kazimierz Mann nabył auto i zdobył prawo jazdy, które nie było zdobyte w pełni legalnie. Kupował auto, choć kiepski z niego kierowca – to pokazuje jego spontaniczność i pewną nonszalancję wobec życiowych konwencji.
Raz pomógł małemu Wojtkowi w przygotowaniu plastycznego projektu, a profesor Prochera okazał się człowiekiem z wyobraźnią i dostali z ojcem ocenę celującą. Mimo dość lekceważącego podejścia do archiwizacji swoich prac, udało się część z nich uratować.
Nawet udało się zainstalować pracownię, w której mimo kiepskiego oświetlenia był niestrudzony w swoim fachu. Był wielbicielem radosnych barw, co można łatwo dostrzec w jego obrazach, a często ich tematem były kobiety przedstawiane z różnych perspektyw i w rozmaitych strojach.
Kazimierz Mann pozostał artystą wszechstronnym, który potrafił łączyć funkcje użytkowe z wartościami estetycznymi. Jego prace do dziś zachwycają intensywnością kolorów i odwagą kompozycji. Choć przez lata nieco zapomniany, dzięki działaniom syna zyskuje nowe życie i uznanie, na jakie zasługuje.
